
Powieść (bo chyba tak można to nazwać) czyta się szybko i bardzo przyjemnie. Wiadomo, że niektóre fakty zostały lekko przyspieszone lub opóźnione, żeby wszystko się zgadzało, ale nieszczególnie mi to przeszkadzało.
"(...) po powrocie z pracy zastał [Dougherty] w salonie krowę. Właśnie tak, prawdziwą krowę z krwi i kości. -Normo, co tu się dzieje? Co to zwierzę robi w naszym domu? -Tatuśku kochany, tak strasznie padało, a ona trzęsła się z zimna (...)"
Cała biografia podzielona jest na pięć rozdziałów, każdy z nich opowiada o konkretnym wydarzeniu i czasie w życiu Marilyn, np. małżeństwo z DiMaggio czy okres kiedy w głowie Mary był tylko jeden mężczyzna - John Fitzgerald Kennedy.
"Codziennie jedli marchewkę z groszkiem. I groszek z marchewką. -Możesz powiedzieć, czemu ciągle gotujesz mi te same pomyje? -Tatuśku drogi, tak bardzo mi się podoba ta kompozycja zielonego z pomarańczowym na patelni."
Najbardziej z całej książki ciekawiło mnie zakończenie, a nie jestem jedną z tych osób, co czytają ostatni rozdział, choć przyznam, że pokusa była wielka :) Tutaj autor mnie trochę zawiódł. wybrał takie zakończenie, gdzie nie pozostawia czytelnikowi miejsca na domysły. Jest wiele wersji na co mogła Miss Monroe umrzeć i ciekawiej byłoby gdyby Signorini to wziął pod uwagę, ale to tylko moje zdanie. Dodatkowo autor mógłby podać źródła, z których czerpał wiadomości, co bardziej uwiarygodniłoby całą opowieść.
Nie jest to na pewno książka dla osób, które chcą poznać bliżej życie autorki, ponieważ jest dość spłycone i osoby, które uważają ją za "głupią blondynkę" mogą się utwierdzić w tym myśleniu. Z jednej strony miło się czytało, gdzie nie ma samych "suchych" faktów, są dialogi i to co mogłaby myśleć panna Monroe, z drugiej autor mógł bardziej zagłębić się w psychikę aktorki, może nawet rozbudować wątek o jej psychoanalitykach, który jest bardzo ciekawy, a w książce jakby zapomniany.
Przepraszam za tak chaotyczny wpis, ale nie mogłam zebrać myśli w ten piękny lecz bardzo upalny dzień :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz