"Ogród cieni" jest niestety ostatnią częścią sagi rodzinnej opowiadającej o losach Dollangangerów. Wiele osób uważa, że powinna być ona wydana jako pierwsza. Po części się także zgadzam. Tak byłoby chronologicznie. Jednak moim zdaniem jest to najsłabsza część serii i dużo osób przeczytało by "Ogród..." stwierdziło, że nie warto poznawać dalszych losów i rzuciłoby książkę w kąt. Pewnie sama bym tak zrobiła. Według mnie jest to najsłabsza i najnudniejsza część. Trochę zbędna, trochę potrzebna. Jedno wiem na pewno - nie trzyma poziomem żadnego poprzedniego tomu, a szkoda.
Głównym bohaterem i narratorem książki jest Olivia Winfield - młoda, niezbyt atrakcyjna, wysoka dziewczyna przy kości. Pewnego dnia poznaje Malcolma Faxwortha, młodego mężczyznę, który bardzo szybko prosi Olivię o rękę. Dziewczyna snuje już wizję pięknego małżeństwa. Uważa, że pokarze teraz wszystkim, że ona także może mieć przystojnego męża. Jednak bańka pęka i pozostaje tylko smutna rzeczywistość, której świeżo upieczona żona się nie spodziewała. Malcolm okazuje się złem w ludzkim wcieleniu. Ma wszystkie najgorsze cechy. Od aroganckiego, przez nie czułego, a kończąc na chamskim mężu. Olivia powoli przyzwyczaja się, że nic nie dostaje o czym zamarzy. Już niestraszny jest jej Malcolm, ale sytuacja pogarsza się gdy do domu po kilku latach wraca jego ojciec z piękną, młodą żoną Alicją...
Jak wspominałam wcześniej, książka mnie dosyć wynudziła. Kupiłam ją, choć wiedziałam, że raczej nie wywrze na mnie takich emocji jak "Kwiaty...". Po prostu chciałam przeczytać całą serię i skompletować ją na półce. Ach, jak ładnie wygląda :)
Od samego początku nie polubiłyśmy się z Olivią, choć w tym tomie zaczynałam rozumieć jej zachowanie i nienawiść do dzieci. Nadal pozostaje okrutną osobą, która zasługuje tylko na najgorsze, ale jako osoba z dużą empatią potrafię w jakiejś części ją zrozumieć. I wydaje mi się, że to bardzo dobrze, że książka wyszła jako ostatnia, bo pewnie "Kwiaty..." nie wywarłyby na mnie takie wrażenia. Znałabym już Olivię, jej historię, życie i to co musiała znosić i może spodziewałabym się takiego zachowania... Nie wiem i raczej nie chcę wiedzieć ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Virginia C. Andrews. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Virginia C. Andrews. Pokaż wszystkie posty
środa, 23 kwietnia 2014
piątek, 18 kwietnia 2014
Virginia C. Andrews - "Kto wiatr sieje"
Dawno mnie tu nie było ;) Mam nadzieję, że teraz kiedy mam trochę więcej wolnego, nadrobię zaległości w czytaniu, pisaniu i odwiedzaniu Waszych blogów, na których z pewnością nie mało się dzieje :)
Pewnie większość z Was zna rodzinę Dollangangerów, jednak tylko to czytywałam po parę stron dziennie, więc musicie mi wybaczyć :)

Bart i Jory są już dorosłymi mężczyznami. Młodszy z nich obchodzi swoje 25 urodziny. Zgodnie z wolą babki to właśnie on zostanie właścicielem wielkiej posiadłości Foxworh Hall. Na tę okazję przyjeżdża cała rodzina - Cathy, Chris, a także Cindy, Jory z żoną Melodie. Dla wszystkich, a najbardziej dla rodziców Barta jest to traumatyczne przeżycie. Impreza nie przynosi jednak szczęśliwych wspomnień.
Czwarta część sagi o rodzinie Dollangangerów dosyć mocno odstaje swoim poziomem od pozostałych. Jest ona właściwie zakończeniem całej historii. Nie podobała mi się jak poprzednie części. I nie dlatego, że koniec jest naprawdę wzruszający, ale to raczej z powodu Barta, którego z niewiadomych mi powodów nie darzyłam sympatią. A cała książka praktycznie o nim :)
Były momenty wzruszające, że bez chusteczek higienicznych ani rusz, było też troszkę znudzenia i zdenerwowania. Ach, ten Bart! No po prostu nie trawię dzieciaka, a teraz dorosłego mężczyzny. Jak można tak zachować się w stosunku do swojego brata i rodziców? "Trudne" dzieciństwo w obecności kochającej rodziny chyba nie jest aż tak wielkim usprawiedliwieniem dla swoich postępkach w dorosłym życiu.
Jednak nadal saga "Kwiatów na poddaszu" zostaje moją ulubioną. Została mi tylko ostatnia część "Ogród cieni" i będę musiała się pożegnać :) Jedyne co mnie pociesza to spoglądająca ukradkiem z półki "Rodzina Casteel", którą z braku czasu nie wiem kiedy przeczytam.
Pewnie większość z Was zna rodzinę Dollangangerów, jednak tylko to czytywałam po parę stron dziennie, więc musicie mi wybaczyć :)

Bart i Jory są już dorosłymi mężczyznami. Młodszy z nich obchodzi swoje 25 urodziny. Zgodnie z wolą babki to właśnie on zostanie właścicielem wielkiej posiadłości Foxworh Hall. Na tę okazję przyjeżdża cała rodzina - Cathy, Chris, a także Cindy, Jory z żoną Melodie. Dla wszystkich, a najbardziej dla rodziców Barta jest to traumatyczne przeżycie. Impreza nie przynosi jednak szczęśliwych wspomnień.
Czwarta część sagi o rodzinie Dollangangerów dosyć mocno odstaje swoim poziomem od pozostałych. Jest ona właściwie zakończeniem całej historii. Nie podobała mi się jak poprzednie części. I nie dlatego, że koniec jest naprawdę wzruszający, ale to raczej z powodu Barta, którego z niewiadomych mi powodów nie darzyłam sympatią. A cała książka praktycznie o nim :)
Były momenty wzruszające, że bez chusteczek higienicznych ani rusz, było też troszkę znudzenia i zdenerwowania. Ach, ten Bart! No po prostu nie trawię dzieciaka, a teraz dorosłego mężczyzny. Jak można tak zachować się w stosunku do swojego brata i rodziców? "Trudne" dzieciństwo w obecności kochającej rodziny chyba nie jest aż tak wielkim usprawiedliwieniem dla swoich postępkach w dorosłym życiu.
Już niedługo następny post, tym razem dawno niewidziany stos :)
sobota, 28 grudnia 2013
Virginia C. Andrews - "A jeśli ciernie..."
Cathy i Chris mieszkają razem niedaleko Foxworth Hall, w której spędzili parę lat na poddaszu. Po kolejnych kilkunastu miesiącach, które nie można by nazwać najlepszymi, postanowili razem, jako "małżeństwo", rozpocząć nowe życie z dala od dramatów, rozterek i miłosnych zawirowań. Cathy ze swoich poprzednich związków ma dwójkę dzieci. Niestety, żaden biologiczny ojciec chłopców nie żyje. Rolę ojca spełnia Chris. Ani Jory, ani Bart nie widzą, że Cathy i Chris tak naprawdę są rodzeństwem. Jednak nic nie może być za bardzo idealne. Do Foxworth Hall wprowadza się tajemnicza, starsza kobieta, która bardzo próbuje nawiązać kontakt z chłopcami. Bart zawsze by dosyć nieusłuchanym dzieckiem. Ciągle wpadał w kłopoty. Jako, ze dodatkowo był ciekawsi, zaczął odwiedzać tajemniczą sąsiadkę. Pewnego dnia dostał od niej pamiętnik, dzięki któremu zmienił się nie do poznania..."A jeśli ciernie..." jest trzecią częścią sagi o Dollangangerach. Muszę przyznać, że była również ciekawo jak poprzednie tomy. W tej części jest wiele zmian. Pierwszą i chyba najważniejszą jest zmiana narratora. Nie jest to już dziewczynka, nastolatka, a później dorosła kobieta. Całą historię na zmianę opowiadają Bart i Jory. To ich rozterki i problemy są na pierwszym miejscu.
Cała książka, podobnie jak poprzednie, jest przepełniona emocjami. Tym razem również przeważają negatywne nad tymi pozytywnymi. Tajemnica kobieta, a raczej jej kamerdyner sporo namiesza w życiu dzieci, w szczególności bardziej naiwnego Barta.
Powieść bardzo mi się podobała. Może jest trochę słabsza niż poprzednie tomy, ale nie za bardzo mi to przeszkadzało. Miała poruszyć czytelnika, wywrzeć na nim emocje, uczucia - czasem dobre, czasem złe. Jest także tajemnica, tajemniczy ludzie, życiowe rozterki, ale też nie zabrakło szczęśliwych momentów w rodzinie Dollangangerów. Idealnie została spełniona ta funkcja, więc czego chcieć więcej?
środa, 18 grudnia 2013
Virginia C. Andrews - "Płatki na wietrze"

Dzisiejsza recenzja dotyczy ciągu dalszego serii "Kwiatów na poddaszu".
Po ucieczce z poddasza, całe rodzeństwo podróżuje autobusem. Kiedy Carrie źle zaczęła się czuć, nie uszło to uwadze Henriettie - gosposi doktora Paula Sheffielda, który zapewnia jej pomoc, a wreszcie, dach nad głową. Po pewnym czasie ma zamiar zaadoptować trójkę dzieci. Ale czy to wystarczy, żeby w szczególności Cathy i Chris zapomnieli o tylu latach spędzonych w zapomnieniu i odnajdą się w tym wielkim świecie?
Książka nadal trzyma poziom, czyta się szybko, nie nudzi. Język narratorki wraz z jej wiekiem się zmienia. Nie jest już taki dziecinny jak w "Kwiatach...". Cathy staje się piękną kobietą, która zaczyna podobać się płci przeciwnej i potrafi to dobrze wykorzystać. Mężczyźni walczą o jej względy, pragną, pozwalają, żeby dziewczyna ich kokietowała i mamiła swoimi wdziękami. Jej marzeniem z dzieciństwa było zostanie sławną baletnicą i teraz ma szansę, żeby je spełnić. Chris natomiast trudniej odnajduje się na wolności. Zaczyna spełniać postawiony przez siebie cel o zostaniu lekarzem. Jednak w strefie miłosnej nie potrafi się odnaleźć. Tylko jak to zrobić skoro przez ostatnie kilka lat jedyną dorastającą dziewczyną
była jego siostra?

Jestem pewna, że sięgnę po następną część serii - "A jeśli ciernie". Po prostu nie mogę oderwać się od tych tomów :)
A jak Wasze przygotowania do świąt? Bo u mnie wszystkie listy (a jest ich sporo) są spisane, choinka, a raczej dwie przystrojone, prezenty prawie wszystkie kupione. Zostaje tylko kwestia upieczenia ciast i ciasteczek, na które mam jeszcze trochę czasu.
piątek, 16 sierpnia 2013
Virginia C. Andrews - "Kwiaty na poddaszu"
Książkę przeczytałam już dawno, jednak dopiero teraz mogę
się podzielić wrażeniami. Muszę przyznać, że przyciągnęła mnie okładka. Te
kolory, ten tajemniczy dom – zahipnotyzowała mnie.
Szczęśliwe czasy rodziny Dollangangerów kończą się wraz ze
śmiercią ukochanego ojca i męża, Chrisa. Zrozpaczona rodzina nie wie co ma
począć. Nie stać ich na utrzymanie domu, są zadłużeni. Corrine, matka
najstarszego syna Chrisa, średniej córki Cathy i najmłodszych bliźniaków:
Carrie i Cory’ego, postanawia przeprowadzić się do swoich rodziców. Narratorem
powieści jest Cathy. Z początkiem książki ma 12 lat. Wszyscy wyruszają w daleką
drogę do rezydencji Faxworth Hall. Po przyjeździe do ich nowego domu, matka
Corrine, Olivia, postanawia całe rodzeństwo umieścić na poddaszu, tłumacząc
się, że ich dziadek, Malcolm, nie może wiedzieć o ich istnieniu. Corrine
zarzeka się, że bardzo kocha swoje pociechy i będą tam mieszkać najwyżej parę
dni, do czasu aż będzie pewna, że ojciec jej nie wydziedziczy. Z początku
wszystko układało się bardzo dobrze. Matka odwiedzała ich, przynosiła prezenty.
Jednak kiedy poznała nowego mężczyznę, przychodziła coraz rzadziej. I tak mijają miesiące, lata. Cathy i Chris
spędzają bardzo dużo czasu ze sobą, ich więzi bardzo się zacieśniają. Kiedy
starsze rodzeństwo dochodzi do wniosku, że matka ich zdradziła, postanawiają
uciekać. Tylko jak? Nie znają ani terenu, nie mają żadnych pieniędzy. Chris
wpada na wspaniały pomysł…
Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Do tej chwili nie
wiem, jak mam spisać emocje, które nagromadziły się przy czytaniu powieści.
Nigdy nie spodziewałam się, że rodzona matka może zrobić coś tak okropnego
swoim dzieciom, których zapewnia, że bardzo je kocha. Nie wiem tylko kto był
tam gorszy: „kochająca” matka czy babka, która znęcała się nad dziećmi.
Najbardziej żal mi było bliźniąt, które nie rozumiały, dlaczego ich mamusia już nie odwiedza i czemu nie mogą wyjść pobawić się na świeżym powietrzy tylko muszą siedzieć zamknięte w miejscu odciętym od promieni słońca, ciepłego wiaterku i nie robić hałasu. Chris i Cathy, żeby dzieciom umilić czas, stworzyli na strychu "ogród". Przyklejali kolorowe kwiaty, wieszali różne wycinanki... Całe rodzeństwo z czasem zaczęło przypominać prawdziwą rodzinę - starsze rodzeństwo jako rodzice, nawet nazywało ich "mama" i "tata".
Najbardziej żal mi było bliźniąt, które nie rozumiały, dlaczego ich mamusia już nie odwiedza i czemu nie mogą wyjść pobawić się na świeżym powietrzy tylko muszą siedzieć zamknięte w miejscu odciętym od promieni słońca, ciepłego wiaterku i nie robić hałasu. Chris i Cathy, żeby dzieciom umilić czas, stworzyli na strychu "ogród". Przyklejali kolorowe kwiaty, wieszali różne wycinanki... Całe rodzeństwo z czasem zaczęło przypominać prawdziwą rodzinę - starsze rodzeństwo jako rodzice, nawet nazywało ich "mama" i "tata".
Książkę czyta się bardzo dobrze, jednak to co czytamy nie
można nazwać, że było dobre. Może się wydawać, że zapisać ponad 350 stron,
tylko o tym co działo się na poddaszu, będzie trudną sprawą, jednak Virginia
spisała się rewelacyjnie. Cieszę się, że po tylu latach została wznowiona seria
o rodzinie Dollangangerów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

