Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubione. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubione. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 czerwca 2014

James Patterson - "Rejs"


Jak pisałam Wam wcześniej w poście o książkach na lato, dużo powieści, które mogę szczerze polecić każdemu, nie ujrzało światła dziennego :) Czas to nadrobić. Od razu zaznaczę, że "Rejs" ma śliczną okładkę i kiedy na nią spojrzę, bardzo tęsknię za morzem :)


"Rejs" jest świetną, trzymającą w napięciu i zaskakującą powieścią. Nie jest to thriller, raczej sensacja z nutką kryminału (?), ale Patterson spisał się świetnie. No, ale to Patterson - jeszcze mnie nie zawiódł ;)
Przeczytałam, a raczej pochłonęłam ją w niecały dzień. Po części to pewnie przez krótkie rozdziały, które bardzo lubię. Nie pozwalają znudzić czytelnika.

Katherine nie ma łatwo. Po śmierci męża, ojca jej trójki dzieci, już nic nie wydaje się takie samo. Nikt w rodzinie nie czuje między sobą więzi. Matka dzieci chce wszystko naprawić. Postanawia ze swoimi dziećmi wypłynąć w rejs. Z początku, dzieci jak to dzieci, nie pałają radością na myśl o wspólnym rejsie z rodzeństwem i matką, jednak kiedy dowiedziały się kto jest ich kapitanem od razu na ich twarzach zagościł uśmiech. No bo jak mogłyby być złe przy ich kochanym wujku? Rejs z początku przebiega dobrze, nawet zaskakująco bardzo dobrze, ale takie szczęście nie trwa długo. Wycieczka przeradza się w koszmar. Każdy musi walczyć do upadłego za rodzinę i za siebie. Czy uda im się przeżyć?
W Nowym Jorku został drugi mąż kobiety, Peter. Z pozoru opiekuńczy, kochający, wspaniały i absolutnie niegroźny prawnik. Kiedy dowiaduje się, że coś tu nie gra i rejs nie poszedł po jego myśli, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Musi bardzo uważać, żeby zataić pewne fakty, prawdę. Dodatkowo przed wszystkimi musi grać rolę pogrążonego w żałobie wdowca. 

Jestem pewna, że za jakiś czas kiedy zapomnę większość szczegółów, z przyjemnością powrócę do tej powieści. Jak wspomniałam wyżej, książkę czyta się zastraszająco szybko. Może nie ma jakiejś wielkiej liczny stron - standardowo, o ile dobrze pamiętam, mniej więcej 400. Takie książki są najlepsze. Wystarczy, żeby zaspokoić czytelnika, ale nie jest za dużo, żeby go znudzić. Patterson jest raczej oszczędny w opisach, co według mnie także jest na plus. 
Akurat swoje wydanie mam w wersji kieszonkowej, nad czym bardzo ubolewam, bo czcionka jednak do największych nie należy, a ostatnio jak na złość, wydanie "standardowe" widziałam za 15 zł - czyli tyle samo ile dałam za kieszonkowe. No nic, płakać nie będę, a Wam z całego serca ją polecam!  :)

sobota, 21 czerwca 2014

Bez wyjścia (1987)

Lubię starsze kino. Nie mam nic, oczywiście, do nowości. Oglądam je chętnie i często, jednak filmy z lat 80. i 90. XX wieku mają swój klimat. To już nie taki świetny obraz czy dźwięk, ale chyba właśnie za to je lubię.

"Bez wyjścia" to film z 1987 roku. W rolach głównych wystąpili jeden z moich ulubionych aktorów Kevin Costner jako komandor podporucznik Tom Farrell oraz Gene Hackman jako sekretarz obrony David Brice. Aktorka, która przypadła mi do gustu to Sean Young grająca Susan Atwell. 


Może trochę o fabule...
...Tom Farrell, komandor podporucznik, zostaje przeniesiony do Pentagonu. Jego nowych dowódcą zostaje sekretarz obrony David Brice. Tom poznaje młodą, piękną dziewczynę, która zostaje jego kochanką. Nie wie, że Susan jest także kochanką jego szefa. Przelotny romans między obojgiem przeradza się w prawdziwą miłość. Tom jest zazdrosny o bogatego kochanka, dzięki któremu może prowadzić życie na wysokim poziomie. Dziewczyna postanawia zerwać z Bricem, jednak on nie jest tego samego zdania. Dochodzi między nimi do kłótni i przepychanki. Dla Susan sprawa kończy się tragicznie. David przypadkowo popchnął ją i spadła za balustrady. Przerażony sekretarz obrony ze wszystkich sił próbuje zatuszować sprawę. Pomaga mu w tym Scott Pritchard. Wpadają na pomysł, żeby morderstwo zrzucić na rosyjskiego szpiega, którego znaleźć ma Tomm Farell.

Sean Young i Kevin Costner

Film, jak to można ująć, strasznie przypadł mi do gustu. Lubię takie klimatyczne thrillery. Świetnie trzyma w napięciu, stopniowane są dawki informacji i napięcie. Kevin Costner, jak w większości jego starszych filmów, zagrał genialnie. Nie powiem, że to dla niego zaczęłam oglądać film :). Później, drugi i trzeci raz, już raczej oglądałam dla Seany Young, która bardzo mi się spodobała we filmie. Jedynie do czego mogłabym się doczepić to jej dosyć mała rola, trwająca nieco ponad 40 minut zakończona śmiercią. No, nie tak sobie to wyobrażałam. Jednak nie ma co narzekać, film okazał się dobry, gra aktorska tak samo. Nic tylko polecać jeśli nie ma cie co robić w sobotnie popołudnie lub wieczór, a lubicie kino starsze:)
Jak to mówią, film "stary, ale jary" :)

czwartek, 19 czerwca 2014

Top 10: najlepsze książki na lato

 Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień u Kreatywy.



Lato jest raczej porą kiedy większość z nas sięga po książki lekkie, przy których możemy odpocząć i się odprężyć. Dzisiaj chciałabym Wam polecić parę właśnie takich powieści. Większość z nich, jak nie wszystkie, pojawiły się już na blogu, więc zamieszczę też linki jeśli ktoś zainteresowałby się :)


Jeszcze parę dni i zakończenie roku szkolnego, jednak oceny wystawione, więc szkoła nie jest już takim nieudogodnieniem :) Czas książkomanię zacząć! Jedyne na co mogę narzekać, to pogoda za oknem. Nie jest taka jaką sobie wymarzyłam. Jednak liczę na to, że już niedługo przyjdzie piękne słoneczko i temperatury sięgające 35 stopni.



Rejs - James PattersonOkładka książki Nocne fajerwerki

Sam Wasson - Piąta aleja, piąta rano - Jeżeli ktoś lubi film Śniadanie u Tiffany'ego to jest dla niego obowiązkowa lektura! Lekka, przyjemna, szybciutko się czyta i dodatkowo dla osłody mamy zdjęcia z planu i nie tylko. Sama ją czytałam latem w tamtym roku, dlatego chyba mi się tak z tą porą roku kojarzy :)
Richard Evans - Dotknąć nieba - Wspaniała książka, która ma drugą część i nie mogę się zebrać, żeby ją kupić.
Nicholas Sparks - Bezpieczna przystań - Sparks jak to Sparks. Dużo mówić nie trzeba. Dodatkowo cała powieść (z nielicznymi wyjątkami) dzieje się nad oceanem. Czego chcieć więcej?
Mimi Alford - Stażystka - Historia romansu Stażystki (Mimi) z prezydentem Stanów Zjednoczonych
Carol Drinkwater - Oliwkowa farma, Sezon na oliwki - Pierwsza i druga część Oliwkowej serii. Ostatnio dużo o niej myślę i  już zaczynam szukać trzeciego tomu
Kathy Reichs - Kości pająka - Morderstwa i lato? Jak najbardziej! Nie można cały czas czytać delikatnych książek :)
James Patterson - Miesiąc miodowy, Rejs - Kocham Pattersona za jego króciutkie rozdziały, przez co nie da się przy nich nudzić.
Nora Roberts - Nocne fajerwerki - Romans, a w tle trochę sensacji. Idealne połączenie. :)

A tak oto prezentuje się cały stos moich ulubieńców, do których z pewnością wrócę. 


Właśnie uświadomiłam sobie, że połowy książek nie zrecenzowałam. Oj, widzę, że czerwiec będzie pracowitym miesiącem!




wtorek, 10 czerwca 2014

Kathy Reichs - "Kości pająka"

Miałam ogromną ochotę na moją ulubioną autorkę, Kathy Reichs. Moja zachcianka została zaspokojona. Jestem po Starożytnych kościach i muszę stwierdzić, że bardzo mi się podobała.



W 1968 roku w Wietnamie doszło do katastrofy śmigłowca wojskowego. Jedną z zidentyfikowanych ofiary był John Lowery. Czterdzieści lat później w Quebecu w Kanadzie zostają znalezione zwłoki topielca. Ofiara zmarła podczas dziwnych praktyk seksualnych. Do denata przyjeżdża Temperance Brannan. Co dziwne, martwy mężczyzna zostaje zidentyfikowany jako John Lowery. Pytanie rodzi się samo: jak ktoś może umrzeć dwa razy? Pomylono się teraz czy w latach sześćdziesiątych?

W niedługim czasie doktor Brennan dostaje wiadomość, że jest kolejna ofiara, która uważana jest za... Johna Lowery'ego. Coś tu się dzieje dziwnego. Tempe, żeby wyjaśnić całą zagmatwaną sprawę wyrusza na Hawaje.



Chciałabym się tam znaleźć 
"Hawaje leżą nieopodal równika, dlatego pogoda jest tu mało zróżnicowana. Słońce, temperatury dochodzące maksymalnie do dwudziestu sześciu stopni, czasem ledwie zauważalny popołudniowy deszczyk. Słowem - raj."


"Miasto skąpane w ciepłych, szafranowych odcieniach wczesnego wieczoru. Powietrze pachniało morzem i rozgrzanymi kamieniami, z nutką hibiskusa i mięsa z grilla." 

Jak wspomniałam wyżej, książka bardzo mi się podobała. Dodatkowym plusem jest fakt, że praktycznie cała akcja, prócz początku, dzieje się na Hawajach. Przy pogodzie, która nam towarzyszy, bardzo przyjemnie czytało się o gorącym piasku, szumiącej wodzie i typowym hawajskim klimacie. W powieści jest wiele wątków, postaci i czytając niezbyt dokładnie, "na szybko" można się bardzo łatwo pogubić. Jak zwykle, oprócz ciekawej, wciągającej fabuły, możemy również przeczytać wątki bardziej specjalistyczne, które bardzo lubię i ich wyczekuję, np. o chimerze, o której pierwszy raz słyszę i nawet nie miałam pojęcia, że taka "dolegliwość" istnieje oraz co się dzieje z naszym ciałem kiedy złożą nas do grobu. :)

Mam nadzieję, że pogoda jaka jest za oknem będzie nam jeszcze baardzoo długo towarzyszyć. Jak ja lubię lato! 

czwartek, 6 lutego 2014

Penny Jordan - "Jedwab"

"Jedwab" to pierwsza część serii "Jedwabna opowieść". Z autorką książki spotykam się pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz.

Anglia, Hrabstwo Cheshire, lata dwudzieste i trzydzieste XX wieku. Główną bohaterką powieści jest Amber Vrontsky - spadkobierczyni dynastii Pickfordów. Jest sierotą, którą wychowuje jej babka Blanche, która stoi na czele rodu. Ma ona obsesję na punkcie pozycji społecznej. Swoją wnuczkę chce jak najszybciej i najlepiej wydać za mąż za bogatego mężczyznę. Chce bogactwa, którego sama nigdy nie osiągnęła, a nie tylko pochodzenia, z którego nic nie ma. Jednak Amber nie myśli i nie chce tego samego. Ma duszę artystki i w tym kierunku chce się rozwijać. Jej pasją jest jedwab. Kocha go oglądać, dotykać, tworzyć z niego, kształtować. Sprzeciwienie się Blanche nie wchodzi w grę, dlatego dziewczyna zmuszona jest wyjechać do Londynu i wejść na salony. Przygotowuje się do swojego balu debiutantek, żeby zostać wprowadzoną do wyższych stref. Jednak życie arystokratycznie nie jest takie jakie mogłoby się zdawać. Jaką drogę wybierze Amber? Pójdzie w ślady rodziców, czy posłucha swojej babki? Żeby się dowiedzieć, MUSICIE przeczytać książkę! ;)

Powieść jest świetna! Nie przepadam za romansami historycznymi, jednak moje kochane lata 20. i 30 XX wieku... ach, nie mogłam się oprzeć. Autorka stworzyła bardzo ciekawą fabułę, z wieloma wątkami pobocznymi, które składają się w znakomitą całość. Bohaterowie to barwni, ciekawi i intrygujący ludzie. Opisy w żaden sposób nie nudziły, nie były przydługie. Całość czyta się lekko i przyjemnie. Po prostu nie mogłam się oderwać od książki, która ma ok. 570 stron, które, przy braku czasu, przeczytałam w 3 dni. Żeby takich książek powstało więcej. Akcja nie rozgrywa się tylko w Londynie. Poznajemy też inne zakątki świata - Paryż, Berlin, a także Daleki Wschód.

Nie jest to typowo lukrowany romans, gdzie wszystko jest piękne, oderwane od rzeczywistości. Nie jestem pewna, czy gdybym miała taką szansę, żeby przez chociaż chwilkę być bohaterką, czy naprawdę zamieniłabym się. Wątpię. Życie Amber nie jest łatwe. Ciągłe kłótnie z Blanche, brak rodziców, ciągłe zmartwienia, rozterki, kłopoty, chwile uniesienia i kolejne problemy... Jednak jedno wiem - już zamawiam drugą część serii - "Grzechy".

A może moglibyście mi jakieś polecić romanse, które rozgrywają się w czasie np. I i/lub II wojny światowej itp. Byłabym bardzo wdzięczna ;)

niedziela, 5 stycznia 2014

Nicholas Sparks - "Bezpieczna przystań" książka + film (2013)

Nie wiem czy dobrze zrobiłam najpierw czytając książkę, a później oglądając film. W książce bardziej możemy wyczuć i poznać emocje i uczucia Katie. Możemy ją bardziej poznać. Jest bardziej wiarygodna, ponieważ w powieści dłużej znajomość z Aleksem nie istnieje, kończy się i zaczyna na "dzień dobry", "do widzenia", można uwierzyć w krzywdzoną przez męża żonę, która boi się ludzi naokoło, trudno jest jej zaufać i nawiązać nowe znajomości, tym bardziej z mężczyzną. Chyba wrócę do sprawdzonej metody, czyli najpierw film, a dopiero później książka. :)

Katie ucieka od swojego męża, który nie stronił od przemocy w stosunku do swojej żony. Uważał ją za swoją prywatną gosposię, panią domu i kochankę w jednym. Po alkoholu stawał się jeszcze bardziej agresywny. Bił Katie, a następnego dnia przepraszał za zachowanie, jednak wyzwalał w niej uczucie, że to tak i tak była jej wina, bo przecież zupa była za zimna, czy okruszki spadły na podłogę i było "brudno". Po wielu miesiącach męki i koszmaru jaki znosiła, postanowiła uciec od "kochającego" męża, jednak nie wie dokładnie gdzie. Trafia do małego, nadmorskiego miasteczka, Southport, które nie wyróżnia się od setek amerykańskich, leniwych, sennych miasteczek, jednak kobiecie się bardzo spodobało. Wynajęła obskurny domek, poznała przyjaciółkę, Jo, i postanowiła na chwilę się zatrzymać i pomyśleć, co dalej? Z początku dziewczyna nie jest chętna i skłonna do jakichkolwiek rozmów. Jest bardzo nieśmiała i przestraszona. Po pewnym czasie, dzięki Krisen, małej dziewczynce, poznaje Alexa, wdowca z dwójką przesłodkich dzieci. Katie nie ma zamiaru wchodzić w coś poważnego, ponieważ nie jest pewna, co przyniesie jutro i czy mąż znowu jej nie znajdzie. Ale czy uda jej się pokonać uczucia jakie zaczyna odczuwać w stosunku do mężczyzny? Czy po tym wszystkim potrafi być szczęśliwa? Czy Kevin, mąż Katie, odnajdzie ją?
Żeby znaleźć odpowiedź na te pytania musicie przeczytać książkę lub obejrzeć film :)

filmweb.pl
Sparks, jak to Sparks, stworzył wspaniałą historię, która wzrusza od pierwszej strony. Powieść jest przepełniona emocjami, uczuciami i wspaniałą historią. Piękną historią. Nie mogłam się oderwać od książki. Nadmorskie miasteczko, letnie miesiące, przystojny mężczyzna, ładna dziewczyna i wspaniała opowieść, czyli to co kocham w powieściach. Język i styl Sparksa jak zwykle lekki, ale nie naiwny, prosty, lakoniczny. Jest po prostu normalny. Taki jakim zwykle ludzie się posługują, czyli ani wyszukany, ani kolokwialny. Dla niektórych historia spotkania dwóch ludzi może się okazać naiwna, dziwna, ale ja bardzo lubię takie, gdzie w tle mamy do czynienia ze złem, w tym przypadku z szalonym mężem Katie, którego bez wątpienia cały czas się bała.

filmweb.pl
W filmie może nie jest do końca pokazane to jaki strach wywoływała u niej myśl o mężu. Katie szybko zaprzyjaźnia się z Kristen, nie ma żadnych oporów, niechęci, strachu. Tak samo zachowuje się do Alexa, mężczyzny, który w każdym momencie może ją wyśmiać, uderzyć, zrobić jej krzywdę. To mnie trochę zdziwiło, że jednak to zostało spłycone, co w książce odgrywało dużą rolę. W końcu zajęło kobiecie dużo czasu i pewnie w prawdziwym życiu tak samo dużo czasu zajmuje, aby w końcu kogoś poznać bliżej i komuś zaufać. Dodatkowo aktor grający Kevina nie pasował mi. Jak czytałam miałam zupełnie inne wyobrażenie ;)


Podsumowując, chyba nikogo nie zaskoczę, jeśli napiszę, że książka jest lepsza niż film. Jednak najpierw polecam obejrzeć film, a dopiero później czytać. Niby historia jest znana, ale zawsze są duże zmiany. Czytając najpierw powieść, film wyda się prosty, płytki i, nie szukając odpowiednich słów, nudny, a taki na pewno nie jest :)
filmweb.pl  Kocham to zdjęcie! ;)

PS.: Muszę dodać, że kocham filmy, gdzie akcja leniwie toczy się w małym, amerykańskim, nadmorskim miasteczku. Każdy każdego zna, sąsiedzi zapraszają się na wspólne spędzanie czasu. Kiedy oglądam taki film, sama znalazłabym się w takim miejscu. A może znacie jeszcze podobne filmy?

piątek, 27 grudnia 2013

Nicholas Sparks - "List w butelce"


Nicholas Sparks to autor, którego bez wątpienia uwielbiam, mimo że jego powieści do najweselszych nie należą. Filmy, które powstały na podstawie książek obejrzałam wszystkie i każdy dla mnie jest magiczny. Gdybym miała wybrać ulubiony, byłby z tym nie mały problem. Z wersją papierową jednak jest gorzej. Przeczytałam dopiero trzy, jestem w trakcie czwartej, ale może kiedyś poznam wszystkie ;)

Teresa - dziennikarka znajduje ma plaży butelkę. Chce ją wyrzucić do kosza, ale zauważa, że nie jest pusta. W środku znajduje się list. Po przeczytaniu wzruszającego listu pokazuje go koleżance, jednak nic z tym nie robi. Po pewnym czasie znajduje kolejną butelkę z kolejnym listem. Postanawia odnaleźć męźczyznę, który pisze tak wspaniałe słowa adresowane do swojej zmarłej żony. Po nadaniu ogłoszenia w gazecie dostaje wiadomość od pewnej kobiety, że ona także posiada wzruszający list w butelce. Teresa ma już trzy listy, ale nie znalazła jeszcze nadawcy. Po pewnym czasie wydaje jej się, że trafiła na jego trop. Prowadzi on do małego nadmorskiego miasteczka. Co wyniknie z ich spotkania? Czy Teresa znalazła właśnie to czego szukała? 

Żeby się dowiedzieć musicie przeczytać książkę :) A może już przeczytaliście i macie swoje zdanie? :)

"List w butelce wciąga od pierwszej strony. Czyta się lekko i przyjemnie. Jest to bardzo wzruszająca i przepiękna książka, przy której łzy ciekły mi ciurkiem. Dobra rada: kiedy zaczynacie czytać, paczka chusteczek higienicznych konieczna! Smutne i łzawe zakończenia to już chyba znak rozpoznawczy Sparksa.
Autor doskonale opisał emocję i uczucia jakie towarzyszyły Garretowi i jakie go łączyły przez wiele lat z jego zmarłą żoną, Katherine.  

środa, 18 grudnia 2013

Virginia C. Andrews - "Płatki na wietrze"


Ostatnio coraz rzadziej piszę posty na blogu i przeglądam inne blogi. W szkole właśnie wystawiono oceny, więc teraz będę mogła czytać powieści, na które mam ochotę, a nie jak dotąd - lektury szkolne. Do końca roku chcę przeczytać magiczną liczbę książek - 52. Może dla książkocholiczek wydaje to się bardzo mało, ale dla mnie jest to cel, który mam zamiar osiągnąć. Jak na razie przeczytałam 46 książek, więc jest nadzieja, że zdołam osiągnąć postawiony sobie cel :)
Dzisiejsza recenzja dotyczy ciągu dalszego serii "Kwiatów na poddaszu".

Po ucieczce z poddasza, całe rodzeństwo podróżuje autobusem. Kiedy Carrie źle zaczęła się czuć, nie uszło to uwadze Henriettie - gosposi doktora Paula Sheffielda, który zapewnia jej pomoc, a wreszcie, dach nad głową. Po pewnym czasie ma zamiar zaadoptować trójkę dzieci. Ale czy to wystarczy, żeby w szczególności Cathy i Chris zapomnieli o tylu latach spędzonych w zapomnieniu i odnajdą się w tym wielkim świecie?


Książka nadal trzyma poziom, czyta się szybko, nie nudzi. Język narratorki wraz z jej wiekiem się zmienia. Nie jest już taki dziecinny jak w "Kwiatach...". Cathy staje się piękną kobietą, która zaczyna podobać się płci przeciwnej i potrafi to dobrze wykorzystać. Mężczyźni walczą o jej względy, pragną, pozwalają, żeby dziewczyna ich kokietowała i mamiła swoimi wdziękami. Jej marzeniem z dzieciństwa było zostanie sławną baletnicą i teraz ma szansę, żeby je spełnić. Chris natomiast trudniej odnajduje się na wolności. Zaczyna spełniać postawiony przez siebie cel o zostaniu lekarzem. Jednak w strefie miłosnej nie potrafi się odnaleźć. Tylko jak to zrobić skoro przez ostatnie kilka lat jedyną dorastającą dziewczyną 
była jego siostra?





Jestem pewna, że sięgnę po następną część serii - "A jeśli ciernie". Po prostu nie mogę oderwać się od tych tomów :)



A jak Wasze przygotowania do świąt? Bo u mnie wszystkie listy (a jest ich sporo) są spisane, choinka, a raczej dwie przystrojone, prezenty prawie wszystkie kupione. Zostaje tylko kwestia upieczenia ciast i ciasteczek, na które mam jeszcze trochę czasu.

czwartek, 24 października 2013

Carla Montero - "Szmaragdowa tablica"



Przed rozpoczęciem czytania powieści, natrafiałam na recenzję pozytywne i negatywne, dlatego moje nastawienie było neutralne. Dzięki temu, że nie spodziewałam się, co mnie czeka, czytało mi się bardzo przyjemnie. 
Szmaragdowa tablica jest jedną z lepszych i ciekawszych książek, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. Po całym roku szkolnym, gdzie na historii mieliśmy czasy II wojny światowej, myślałam, że nie zniosę kolejnych opowieści o wojnie, torturach, morderstwach... A jednak! Dzięki temu polubiłam te czasy i z wielką przyjemnością sięgnęłam po książkę. Carla Montero stworzyła wspaniałą historię, gdzie mamy paru głównych bohaterów i z każdym możemy się utożsamić. Jest to taka mieszanka gatunków: trochę powieści historycznej, obyczajowej, kryminalnej, obyczajowej i romansu. Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu wątek romansu. Jedyną wadą, jaką dostrzegłam, było to, że troszeczkę został spłycona cała tajemnica szmaragdowej tablicy i dość przewidywalna końcówka. Uważam, że można było rozwinąć ten wątek i odpowiedzieć, jaki sekret był skrywany, że Hitler tak pragnął Astrologa


Akcja powieści toczy się dwutorowo: czasy współczesne i czasy II wojny światowej. Z jednej strony śledzimy losy Any, która za namową swojego bogatego partnera, szuka sławnego obrazu Astrolog, którego autorem jest prawdopodobnie  wybitny malarz - Giorgione. Ana z początku nie jest zainteresowana poszukiwaniami, ponieważ uważa, że znaleziony list majora pisany do żony, nie jest żadnym dowodem, że takowy obraz istnieje. Po namowie partnera - kolekcjonera dzieł sztuki, postanawia spróbować. Jak się okazuje, nie tylko w jej interesie leży znalezienie obrazu. Próbuję odpowiedzieć na pytanie: Kim jest PosenGeist? Z drugiej przenosimy się do Paryża okupowanego przez Niemcy. Hitler zleca Georgowi von Bergheimowi -  majorowi SS odnalezienie Astrologa i jego konfiskatę. Natrafia on na Sarah Bauer, francuską Żydówkę, która poszukuję swojej rodziny. 

Może fabuła na to nie wskazuje, ale książka jest naprawdę dobra. Mimo że ma ponad 600 stron, czyta się szybko, lekko i przyjemnie. Nawet nie wiem kiedy przeleciało mi tyle kartek. Wszyscy bohaterowie, którzy występują, moją swoją własną historię życia. Poznajemy ich całkowicie, z wszystkimi wadami i zaletami. Najbardziej do gustu przypadł mi major SS. Fakt, był nazistą i to od razu wskazuje na nienawiść, ale został przedstawiony, jako szarmancki, męski, dla którego czasem ważniejsze losy są zwykłych ludzi niż rozkazy samego Führera. Uważam, że bardziej wciągająca była część z przeszłości, napisana z większą uwagą. Z tego co zauważyłam, większość książek, które zostały napisane dwutorowo, część osadzona w przeszłości jest lepsza, przynajmniej dla mnie.


Podsumowując, książka trafia na moją listę ulubionych i z całego serca polecam! :)

sobota, 24 sierpnia 2013

Carlos Ruiz Zafon - "Więzień nieba"

Szkoła zbliża się wielkimi krokami, nie mogę uwierzyć, że został tylko tydzień wakacji. Wieczory i poranki też nie są takie cieplutkie jak we wrześniu. Mam nadzieję, że słoneczko nie opuści nas jesienią, bo tak szczerze mówiąc, nie nacieszyłam się upalną pogodą. Większość narzekała zimą, że za zimno, a jak przyszło upalne lato, gdzie dosłownie było parę dni, gdzie temperatura sięgała ponad 30 stopni, to znowu za gorąco co niektórym. Nie jestem gotowa na noszenie znowu kozaków, szalików, swetrów, tony fluidy, żeby w miarę wyglądać, a nie jak czerwona piłka :) Koniec z użalaniem się, przechodzimy do tematu.

„Więzień nieba” to trzeci tom z cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek. Jest to wspaniała, pełna ciepła i magii, mrocznych zakamarków i spraw owianych tajemnicą książka.

          Jest rok 1957. Daniel Sempere, znany z poprzednich części, wiedzie spokojne, choć ubogie życie jako oddany mąż i kochający ojciec. Razem ze swoim ojcem prowadzi małą księgarnię Sempere i synowie, która ostatnio prosperuje dość marnie. Naszym drugim bohaterem jest Fermin Romero de Torres. Jest to postać bardzo tajemnicza i zagadkowa. Właśnie na Ferminie skupia się większość książki. Pan de Torres ma zamiar poślubić piękną dziewczynę, jednak jego przeszłość mu na to nie pozwala. Daniel postanawia pomóc przyjacielowi. Dowiaduje się rzeczy o jakich Barcelona wolałaby nie wspominać. Cała historia z jaką musi zmierzyć się młody Sempere sięga czasów drugiej wojny światowej.
          Muszę przyznać, że całkowicie zostałam oczarowana. „Więzień nieba” jest z moim pierwszym spotkaniem z piórem Zafona, jednak na pewno nie ostatnia. Przy zakupie książki zadecydowała okładka, bo po przyjściu do domu, nie wiedziałam o czym będzie książka. Dawno nie czytałam takiej powieści, która aż tak zaskoczyła mnie stylem pisania i lekkością. Najbardziej podobała mi się historia Fermina, osadzona w przeszłości. Jego opisy przygód i nie przyjemności jakich doznał. Dzięki książce przeniosłam się w zupełnie inny świat i zakochałam się w nim.


Jest to jedna z tych książek, gdzie cieszę się, że ją przeczytałam i równocześnie jestem zła z tego samego powodu.

piątek, 16 sierpnia 2013

Virginia C. Andrews - "Kwiaty na poddaszu"

Książkę przeczytałam już dawno, jednak dopiero teraz mogę się podzielić wrażeniami. Muszę przyznać, że przyciągnęła mnie okładka. Te kolory, ten tajemniczy dom – zahipnotyzowała mnie.

Szczęśliwe czasy rodziny Dollangangerów kończą się wraz ze śmiercią ukochanego ojca i męża, Chrisa. Zrozpaczona rodzina nie wie co ma począć. Nie stać ich na utrzymanie domu, są zadłużeni. Corrine, matka najstarszego syna Chrisa, średniej córki Cathy i najmłodszych bliźniaków: Carrie i Cory’ego, postanawia przeprowadzić się do swoich rodziców. Narratorem powieści jest Cathy. Z początkiem książki ma 12 lat. Wszyscy wyruszają w daleką drogę do rezydencji Faxworth Hall. Po przyjeździe do ich nowego domu, matka Corrine, Olivia, postanawia całe rodzeństwo umieścić na poddaszu, tłumacząc się, że ich dziadek, Malcolm, nie może wiedzieć o ich istnieniu. Corrine zarzeka się, że bardzo kocha swoje pociechy i będą tam mieszkać najwyżej parę dni, do czasu aż będzie pewna, że ojciec jej nie wydziedziczy. Z początku wszystko układało się bardzo dobrze. Matka odwiedzała ich, przynosiła prezenty. Jednak kiedy poznała nowego mężczyznę, przychodziła coraz rzadziej.  I tak mijają miesiące, lata. Cathy i Chris spędzają bardzo dużo czasu ze sobą, ich więzi bardzo się zacieśniają. Kiedy starsze rodzeństwo dochodzi do wniosku, że matka ich zdradziła, postanawiają uciekać. Tylko jak? Nie znają ani terenu, nie mają żadnych pieniędzy. Chris wpada na wspaniały pomysł…

Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Do tej chwili nie wiem, jak mam spisać emocje, które nagromadziły się przy czytaniu powieści. Nigdy nie spodziewałam się, że rodzona matka może zrobić coś tak okropnego swoim dzieciom, których zapewnia, że bardzo je kocha. Nie wiem tylko kto był tam gorszy: „kochająca” matka czy babka, która znęcała się nad dziećmi.
Najbardziej żal mi było bliźniąt, które nie rozumiały, dlaczego ich mamusia już nie odwiedza i czemu nie mogą wyjść pobawić się na świeżym powietrzy tylko muszą siedzieć zamknięte w miejscu odciętym od promieni słońca, ciepłego wiaterku i nie robić hałasu. Chris i Cathy, żeby dzieciom umilić czas, stworzyli na strychu "ogród". Przyklejali kolorowe kwiaty, wieszali różne wycinanki... Całe rodzeństwo z czasem zaczęło przypominać prawdziwą rodzinę - starsze rodzeństwo jako rodzice, nawet nazywało ich "mama" i "tata".

Książkę czyta się bardzo dobrze, jednak to co czytamy nie można nazwać, że było dobre. Może się wydawać, że zapisać ponad 350 stron, tylko o tym co działo się na poddaszu, będzie trudną sprawą, jednak Virginia spisała się rewelacyjnie. Cieszę się, że po tylu latach została wznowiona seria o rodzinie Dollangangerów.